Wielkanocny koszyczek- czego nie może w nim zabraknąć?

Na Wielkanoc zawsze z siostrami czekaliśmy z utęsknieniem. I to wcale nie dlatego, że  coś dostawałyśmy od zajączka 🙂 Najbardziej wyczekiwany moment to zaniesienie koszyczka do święcenia. Byłyśmy w domu we 3, więc z koszyczkiem szła cała trójca.  

Tradycja w mojej miejscowości nakazywała, żeby koszyczki zanosić do domu któregoś z mieszkańców wsi,  a nie do kościoła. Koszyczek trzeba było zanieść z samego rana w sobotę, kapłan przyjeżdżał do tego domu i święcił wszystkie koszyczki. Dlaczego tak bardzo czekałyśmy na ten sobotni poranek?

Powodów było kilka. Po pierwsze kapłan zawsze zostawiał mnóstwo cukierków 😛  Po drugie w szykowaniu koszyczka braliśmy udział- nasza trójca i rodzice. To było takie nasze rodzinne pół godziny. Pamiętam do dziś jak mama pięknie dekorowała koszyczki- żywymi kwiatami, zielonymi gałązkami, kolorowymi wstążkami i kurczaczkami itp. Na dnie koszyczka zawsze znajdowała się biała serweta z haftem łowickim. Ma kobieta zdolności manualne, nie ma co. Po trzecie to było zawsze takie emocjonujące czekanie „na coś”. Święcenie koszyczka było  takim przełomowym momentem mówiącym, że już Wielkanoc. Tak zawsze to odczuwałam.

Co zawsze wkładaliśmy do koszyczka? Oczywiście słodziutkiego baranka.  Z czasem w naszym koszyczku pojawiły się dwa, bo nie ma co ukrywać, że razem z ojcem jesteśmy łasuchami na słodkie J Obowiązkowo był również chlebek, a że nasz sąsiad pracował w piekarni, to co roku sąsiadka przynosiła nam pyszny, robiony  na zakwasie malutki chleb. Do tego dokładaliśmy kawałek ciasta, które nie ma co ukrywać zawsze się matuli udają 😛 No, w końcu pani cukiernik, więc nawet nie ma innej opcji 😛 W naszym koszyczku lądowały również gotowane jajka, kawałek wędliny, sól i pieprz oraz chrzan.

Od kilku lat sama przygotowuję swój koszyczek i staram się, żeby było w nim to wszystko, co kładło się w moim rodzinnym domu. W tym roku po raz trzeci razem z Julką zaniosę do kościoła koszyczek. Po raz trzeci od rana w sobotę w naszym domu będzie dekorowanie koszyczka. Po raz trzeci Julka włoży do niego malutkie, czekoladowe jajeczka, które już stały się naszą tradycją 🙂 


I znowu wracając do domu usłyszę „Systkie lobacki z domu, a sieconka do domu” 🙂

Powiedzcie, co Wy wkładacie do Waszych koszyczków? Może coś, czego ja nie wkładam?

A w sobotni poranek zapraszamy do chwalenia się zdjęciami Waszych koszyczków 🙂

Malowanki- przebieranki…

I nadszedł ten czas kiedy moja garderoba i toaletka wyglądają jakby przed chwilą przeszedł huragan… 💃💃 👜👜 👠👠 💄💄
Zabawa w przebieranie to odzwierciedlenie naturalnej potrzeby naszych dzieci.
Małe brzdące chcą zwrócić na siebie uwagę i poprzez przebieranie czują się ważniejsze, a także ograniczają swoje lęki.
W jednej chwili zamiana we wróżkę sprawia, że dziecko ma poczucie zdobycia niepowtarzalnej mocy. Wkracza również w magiczny świat, który jest dla niego tak cenny, w nim bowiem dziecko ma władzę nad tym, nad czym w realnym życiu panują dorośli.

Nie zamierzam wszystkiego zabraniać moim dziewczynkom, jeśli mają taką potrzebę i fantazję pobawić się w przebieranki to proszę bardzo. Przecież nie robią tego codziennie. Nie zawsze gotowy strój pszczółki czy księżniczki spełnia ich wymagania. Czasem chcą zrobić coś same, chcą tworzyć, małe mózgi pracują i intensywnie tworzą, rozwijają się na wielu płaszczyznach poprzez takie zabawy.
W dzieciach jest tyle mocy, wyobraźni, szczęścia, aż sama czuję, że zmieniam się na lepsze 🙂 Wiadomo boli mnie, kiedy widzę w garderobie moje świeżo uprasowane ubrania na podłodze, ale radość dziewczynek nie pozwala mi na skrytykowanie ich zabawy. W końcu skąd mają czerpać wzorce jak nie od mamy. Widzą jak się ubieramy i malujemy, obserwują nas i naśladują – naturalne zachowania, na które moim zdaniem należy pozwolić dziecku.

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz… jak się wystroiły to czemu powiedziały, że idą na Halloween 🦇🦇 na bal…👻👻 Czy muszę zrobić przegląd swojej garderoby i ją trochę zmienić? hmm…🤔A może po prostu nie będę się w to zagłębiała i doszukiwała się problemu tam gdzie go nie ma 🙂 😜

Serce mi rośnie, kiedy wieczorem słyszę od córki, że to był wspaniały dzień, „mamusiu nie zdenerwowałaś się jak ubrałyśmy się z Julcią w Twoje sukienki, dziękuję Mamo, jesteś kochana” – nic dodać nic ująć – po prostu idealnie!!! 😍 💞

 


„Jagódko, trzeba się dzielić” – tego uczę moje dziecko, więc swoją garderobą i kosmetyki również muszę – taki wniosek. Ale żeby nie było, że jestem bez zasad – wszystko ma swoje granice także jak dziewczynki poczują się zbyt swobodnie w mojej przestrzeni to garderoba idzie pod klucz. Wcześniej nakreślam małym damom granice mojej cierpliwości, ale wiadomo jak to jest podczas dobrej imprezy hihi można się zapomnieć. 🎉🎉


Wszystko robię instynktownie, chcę być dobrą matką dla swoich 3 córek, a w zasadzie to 4 bo Julcia jest jak moja 🙂

Nie miała baba kłopotu, to postanowiła zbudować dom :P

Od zawsze wiedziałam, że jestem mieszczuchem 😛 Nigdy nie lubiłam prac
w ogrodzie czy na podwórku. Podobało mi się, że mogłam wrócić do ciepłego domu, nie martwić się o jakiekolwiek awarie itd. Po prostu wchodziłam do swojego małego „M” , zamykałam drzwi i miałam czas tylko dla siebie. Cieknie w łazience- dzwonię do spółdzielni, nie ma wody- telefon do spółdzielni itp. Zimą wychodzę z klatki chodnik odśnieżony, posypany, żadnego grabienia liści, pielenia zieleni. Jedyny obowiązek to umycie co 3 tydzień klatki schodowej 🙂
Z czasem jednak w serduszku zaczęła pojawiać się nutka zazdrości wobec tych, którzy mają ogród, podwórko i często mówią „nasz dom”. Powoli obserwowałam jak znajomi, którzy zdecydowali się na budowę, zaczynają tym żyć. Codziennie też utwierdzałam się w przekonaniu, że te nasze 2 pokoje są zbyt ciasne dla 3 osobowej rodziny. Kiedy tylko poruszałam z mężem temat kupna większego mieszkania, on podsycał we mnie chęć posiadania domu 🙂  Kropkę nad i postawiliśmy, kiedy mąż zaczął potrzebować przestrzeni- garażu i miejsca na rozwijanie swojej pracy/ pasji. Wtedy też zapadła decyzja: kupmy dom. Dlaczego? Bo to szybsze rozwiązanie niż budowa domu. Rozpoczęliśmy przeglądanie rynku nieruchomości. Chyba chcę ten etap swojego życia wymazać z pamięci 😛 Na kilka obejrzanych domów, żaden nawet w 80 % nie spełniał moich oczekiwań. Ba, śmiem twierdzić, że co dom to miałam coraz gorsze zdanie o rynku nieruchomości. Ceny wzięte z kosmosu (dosłownie), mające się nijak do standardu domu, właściciele robiący łaskę odpowiedziami na nasze pytania, no i zawsze to samo „no można się praktycznie wprowadzać, tylko trzeba…”. Niestety nie udało nam się znaleźć jednej nieruchomości nad którą warto byłoby się pochylić. Robiąc kalkulacje kosztów zakupu, remontu, formalności stwierdziliśmy- lepiej zbudować dom niż kupować coś gotowego
i remontować. Po 2 dniach namysłów i dyskusji postawiliśmy na budowę.
I zaczęło się- a od czego? O tym już w kolejnych postach 🙂

Tymczasem powiedzcie jak to jest u Was- wolicie dom czy mieszkanie? A jeśli budowaliście dom to co Was do tego nakłoniło?

„Ciociny” instynkt… ?

„- Weź no ciotka zmień pieluchę

– nie umiem…” czyli o strachu ciotki przed bliźniaczkami.

Pierwszy raz, na żywo, zobaczyłam bliźniaczki, kiedy miały tydzień czasu. Takie maleńkie, o ponad kilogram mniejsze od mojej Julki kiedy się urodziła. Spały sobie słodko w łóżeczku. Justyna wzięła je na ręce, zmieniła pieluchę, nakarmiła- ot takie codzienne obowiązki. Pyta czy chcę potrzymać, a ja odpowiadam: boję się 🙂 ta, ja matka, która 4 lata temu tuliła takiego maluszka po prostu bałam się wziąć noworodka. Oczywiście nie omieszkała się ze mnie śmiać 🙂 Siedzimy sobie tak przy kawce, gadamy bo przecież ostatnie tygodnie nie widziałyśmy się na żywo. Maluchy śpią w łóżeczku, ale  po chwili zaczynają się kręcić- Justyna spogląda na zegarek i stwierdza, że przyszedł czas na karmienie, idzie przygotować mleko. Siedzę chwilę sama z nimi w pokoju, gdy nagle Ola zaczyna popłakiwać. Serce podpowiada, że powinnam wziąć ją na ręce, ale uwierzcie mi że ręce mi się trzęsą jak po ostrym melanżu 😛 Biedulka kwili coraz głośniej i co- głęboki wdech i mówię: dobra, ciotka cię weźmie. Gdyby nie to, że były opatulone w beciku to chyba bym ich nie wzięła na ręce J Takie maleńkie, kruche… Justyna wpada do pokoju butlą mleka i znowu się ze mnie śmieje. „No co- mówię- płakała to musiałam się przełamać” J Ba, nawet usiadłam i nakarmiłam. „No to teraz czas na zmianę pieluchy”. O nie, to już ponad moje moce. I wcale nie dlatego, że brzydzę się „kupy śmierduchy”- ja się po prostu boję manewrować tymi malutkimi ciałkami. Dzisiaj bliźniaczki mają 4 miesiące, a ciotka dalej jest na etapie- nakarmi, utuli, pobawi, ale pieluchy nie zmieni 😛  Zapytacie dlaczego? Kurde, nadal się boję. Czym jest spowodowany taki strach? Tym, żebym niechcący nie zrobiła im krzywdy. Swoje dziecko „oporządzałam” instynktownie, czułam co robię dobrze, a co źle, wiedziałam jak podejść do Julki,
w jakiej pozycji lubi leżeć itd. Teraz przy bliźniaczkach Justyny na nowo uczę się obsługi takich maluchów. Nawet nie myślałam, że będzie to takie trudne. A przecież mam swoje dziecko, którym musiałam zajmować się od pierwszych godzin życia. Jednak wszyscy ci, którzy mówili, że „ze swoim dzieckiem to jest inaczej” mieli rację- swojej córki się tak nie bałam.
Tak więc czas na przełamanie kolejnych barier- przecież nie będę czekać aż bliźniaczki zaczną siadać same na nocnik 😛  

Żonkile – wiosna w domu, mała ogrodniczka, piaskownica

I znów muszę kombinować kiedy słyszę „mamo chciałabym pobawić się w piaskownicy…”

Uważam, że na zabawę w piaskownicy na dworze jeszcze jest trochę za wcześnie, z uwagi na porę roku, bo wiecie „w marcu jak w garncu” 😝
I piaskownicę zrobiłam Jagodzie w…. domu.

Przy okazji połączyłam przyjemne z pożytecznym- posadziłyśmy żonkile do doniczek 🙂

Świetna zabawa dla dziecka i dla mnie również 🙂
Kwiatki będą idealne na zbliżające się święta!

Żonkile – narcyzy jaka jest różnica???
W potocznym nazewnictwie rośliny o białych kwiatach nazywa się narcyzami, a te o kwiatach żółtych – żonkilami.

Sadzenie cebulek odbywa się w styczniu/lutym. Cebulki powinno się sadzić na głębokości ok. 8 cm.
W jednym pojemniku można posadzić kilka cebulek – w odległości 6-8 cm od siebie.
Żonkile w doniczce muszą mieć zapewnione stałe nawodnienie i odpowiednią temperaturę ok. 16 – 20 stopni C. Dzięki temu zakwitną w ciągu zaledwie 3 tygodni. Nie potrzebują odżywek ani nawożenia, ważne jest tylko, by nie dopuścić do wysuszania ziemi w doniczce.

My oczywiście wszystko zdobiłyśmy po swojemu 😜
Po 2 cebulki blisko siebie do 1 doniczki, a głębokość różna 😜 W tym przypadku liczyła się dla mnie radość dziecka, chciałam żeby zrobiła to tak, jak jej się podoba. Odrzuciłyśmy wszelkie zasady jak i kiedy sadzić rośliny.

Ciekawe co z tego wyjdzie hmmm…

Czekamy na wiosnę, słoneczko i żółte kwiatuszki
💐☀️🌾

Biały szum…

Suszarka – BINGO!!! to jest to 🙂
Zdziwisz się, jakie to skuteczne 🙂 Czyli o tym jak uśpić niemowlęta 🙂

Czym jest biały szum?
Mówiąc prostym językiem – biały szum to rodzaj sygnału dźwiękowego, którego używa się do maskowania dźwięków w tle. Jego rola w promowaniu zdrowego snu polega na zagłuszeniu wszystkiego, co nie pozwala nam zasnąć lub budzi nas w trakcie wypoczynku.

U nas sprawdza się SZUMIĄCY MIŚ, ale także… zwykła suszarka do włosów. Warto spróbować również innych dźwięków np. bicie serca, szum fal, świst wiatru, krople deszczu, pralka, okap czy prysznic – gdzie je znaleźć…?

Polecam aplikacje typu BABY SLEEP, którą można ściągnąć na telefon.

Dziecko potrzebuje znacznie głośniejszego dźwięku o stałym natężeniu. Należy jednak pamiętać, żeby korzystać z takiego rozwiązania jedynie w trakcie snu, nie powinno się uspokajać w ten sposób dziecka kiedy jest wybudzone.

Ale pamiętamy! Wszystko w granicach rozsądku! Co za dużo to nie zdrowo 🙂

Dobranoc zzzzzz…..

Karta Dużej Rodziny poszła w ruch

Pierwsze miejsca sprawdzone 🙂
Sala zabaw Chatka i Tere fere w Łowiczu oraz okulista – optyk Stryków i stacja PKN Orlen honorują KDR i nam bardzo się to podoba 🙂

Z KDR mogą korzystać rodziny wielodzietne z przynajmniej trójką dzieci 👶👶👶
Każdy członek rodziny dostaje swoją kartę. Chodzi o to, aby mogła z niej korzystać nie tylko cała rodzina, ale też każdy samodzielnie. Z KDR można skorzystać w punktach handlowych i usługowych partnerów karty.

Karta ta uprawnia do zniżek na m.in.:
– przejazdy komunikacją publiczną,
– zakupy w wybranych sklepach,
– korzystanie z obiektów sportowych,
– wycieczki turystyczne,
– wejściówki do muzeów,
– udział w wydarzeniach kulturalnych.

Pełen wykaz usługodawców można znaleźć w poniższy linku:

https://rodzina.gov.pl/duza-rodzina/sprawdz-gdzie-skorzystasz-z-karty-duzej-rodziny?source=17073

Sprawdzone i polecane miejsca przez naszą rodzinę to:
1. Sala zabaw Chatka i Tere fere w Łowiczu – 15% zniżki na jednorazowe wejście
2. Okulista – optyk Stryków – 15% zniżki na szkła
3. Stacje PKN Orlen – rabat w wysokości 8 groszy przy zakupie 1l zwykłego paliwo, zniżka o wartości 10 groszy przy zakupie 1l paliwa Verva oraz 20% upustu na zakupy produktów gastronomicznych z oferty Stop Cafe i tyle samo rabatu na zakupy w myjni.
4. Lidl – rabat 10% na: świeże owoce i warzywa z ryneczku Lidla, chleb i bułki chrupiące z pieca, produkty marki W5, produkty marki Saguaro, produkty marki Kuchnia Lidla, słoiczki dla dzieci marek Bobovita, Bebiprima i Hipp.  

W najbliższych planach do skorzystania są:
Pracownia Ceramiki i Rękodzieła „DeJa” oraz Zdrowy bucik Łowicz 🙂
Już nie mogę się doczekać 🙂
Oczywiście podzielę się z Wami swoimi wrażeniami po wizytach 🙂

Wyczerpujące informacje na temat projektu Karta Dużej Rodziny, w tym partnerów i zasad obowiązujących przy udzielaniu rabatów, znaleźć można na oficjalnej stronie: Rodzina.gov.pl.

O trudach macierzyństwa… czyli jeden z wieczorów, nocy, poranków matki 3 małych dzieci.

Kolkowy wieczór bliźniaczek kończy się po 21, zasypiają. Teraz czas na starszaka…podwodne zabawy czas zacząć. 22:00 książki i sen. Kolej na mnie 🙂 Wybija 23:00-  w końcu i ja mogę się położyć do łóżka.

01:00 pobudka na karmienie bliźniaczek.

4:00 „… mamo… jak uśpisz dziewczynki to pójdziesz się ze mną bawić, dobrze?” – Jagoda
No nie wierzę!!! „Tak, oczywiście Jagódko” odpowiadam kiedy prośby, żeby zasnęła nie pomagają i nie umiem jej odmówić… – i siedzi „bąk” grzecznie na krześle (zazwyczaj ma „robaki w dupci” i nie może usiedzieć chwili) i czeka aż uśpię dwa małe „srajtki”.

Po 1,5 h walki udało się 🙂 śpią bliźniaczki, moja radość nie do opisania, a tu Jagoda mówi „to teraz chodźmy się pobawić…”
Nie mam już siły ale na szczęście ona też już pada ze zmęczenia. Czytam jedną książeczkę i … obie zasypiamy.

6.30 no to pospałam… Zaciskam zęby i łzy znów leją się z oczu z bezsilności… Bliźniaczki już się wyspały… I od nowa…

Z czego wynika takie spanie jak „mysz pod miotłą” …?
U najmłodszych z charakteru któregoś z rodziców, albo ze stresów matki podczas ciąży. Jeśli oczywiście wszystkie potrzeby są zaspokojone tzn.: głód, niewygoda, zagubiony smoczek, ciepło w sypialni (u nas 20 stopni), sucho w pieluszce, brak namiaru wrażeń, brak gorączki… A może dlatego, że potrzebują więcej bliskości, albo że nie mają wystarczającego spokoju wieczorem..? A może wszystko razem…? U starszaka z zazdrości, albo lęku przed rozstaniem.

Każdego wieczoru padam z wyczerpania fizycznego i psychicznego po całym dniu wiecznego zapieprzania 🙁 Nigdy się nie położę w ciągu dnia, bo zawsze mam coś do zrobienia. Taki” głupi” charakter- zamiast olać wszystko i iść spać jak małe śpią a Jagoda w przedszkolu to nie… ja muszę np. okna myć, kwiatki posadzić, prać, prasować, gotować i tysiąc innych rzeczy w międzyczasie robić… o np. bloga pisać 🙂

Jak słyszę słowa: moje dziecko wypije całą butelkę mleka i śpi całą noc to „nóż w kieszeni mi się otwiera”. Wiem- nie powinnam porównywać dzieci, ale chciałabym tylko odrobinę snu 🙁

Choć sytuacja jest trudna, próbuję zdobyć się na cierpliwość i opanowanie. Maluchy doskonale wyczuwają mój nastrój, wiem o tym doskonale. Jeśli ja jestem zdenerwowana, one także się denerwują (a wtedy jeszcze trudniej jest im zasnąć). Kolejny raz potwierdza się, że „tylko spokój może mnie uratować”.

Tyle emocji… złość, bezsilność, smutek, radość i wyrzuty sumienia, że nie jestem wystarczająco dobrą matką dla swoich dzieci… Jednakże trudno jest wszystko ogarnąć przy 3 szkrabów, zwłaszcza wtedy, kiedy zostaję sama.

Jedno wiem na pewno… Nie ma złotego środka. Potrzebny jest spokój, opanowanie, cierpliwość i kreatywność.

Na koniec uśmiech i radość dzieci wynagradza wszystko 🙂

Kiedy córka znów mówi… „mamo zrobimy ciasto???”

Prościej się nie da. Wrzucasz wszystkie składniki do „Kaśki” i… gotowe 🙂 Ciasto to zrobią nawet małe rączki z niewielką pomocą dużych. Razem spędzamy czas i świetnie się bawimy 🙂 Dziecko poznaje składniki i próbuje nowych smaków, nawet niejadek się skusi 🙂

Składniki:
2 torebki ugotowanej kaszy jaglanej
250 g twarogu półtłustego
2 jajka
1 łyżka mała
szczypta soli
3 łyżki cukru pudru

Do miski wrzucamy ugotowaną i przestudzoną kaszę jaglaną. Dodajemy twaróg, jajka, masło, cukier puder, szczyptę soli i wszystko dokładnie mieszamy.
Piekarnik nagrzewamy do tempury 170 st. Masę przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 40 min.


Wyjmujemy ciasto, studzimy i na wierzch ścieramy gorzką czekolade 90 % masy kakaowej.

Dobre smakołyki wprawiają nas w dobry humor i nastrój. A kiedy czujemy się dobrze, chcemy czynić dobrze 🙂

Smaczego!

Ożywiamy biały pokój dziewczynek!

Jakiś czas temu kupiłam kolorowe naklejki w jednym z marketów, koszt jednej ok. 8 zł, więc cena zadowalająca zwłaszcza, że są dość spore, bo wymiary ich to ok. 50 x 70 cm 🙂 myślę… biorę 2 szt 🙂 i już oczami wyobraźni widziałam jak będzie piękne wyglądał biały pokój dziewczynek. Ucieszyłam się na myśl, że w końcu pokój nabierze kolorów:)

Z pierwszą poszło jak „po maśle” 😝
Znalazłam dla pierwszej naklejki idealnie miejsce. Ściana gipsowa przyjeła ją z radościa. Oto efekt.


Jednak z drugą miałam problem, ponieważ do tynku cementowo-wapiennego nie chciała się przykleić z uwagi na swoja chropowatość.
W całym naszym domu zastosowane są tynki cementowo-wapienne jako ostateczne wykończenie powierzchni ścian, tylko w nie których miejscach takich jak skosy na poddaszu i teren w obrębie okien dachowych wykonane zostały gładzie gipsowe. Ale dziś nie jest wpis o budownictwie i wykańczaniu wnętrz tylko o ich dekorowaniu 🙂

I co teraz…? 😜
Przecież nie będę kładła teraz gładzi w miejscu, gdzie chciałam przykleić naklejke 😜

Kupiłam więc ramę o wymiarach 50×70 za 28 zl w jysk, cena świetna! Nic tylko brać hehe
W swoim pudle z rożnymi magicznymi rzeczami znalazłam perełki samoprzylepne, które również wykorzystałam 🙂 Nie byłabym sobą jakbym nie dodała czego świat od siebie 🙂

Trzeba uważać podczas przyklejania, żeby pomiędzy papierem, a naklejką nie powstały pęcherze powietrza – zabieg coś na miarę przyklejania tape tapety na ścianę 😜

Zobaczcie efekt końcowy 🙂

                      

Powodzenia!