Logopeda- to wcale nie brzmi strasznie

Ostatnio wśród znajomych mamusiek na tapecie  jest temat logopedy. Pojawia się coraz więcej pytań: „w jakim wieku wasze dzieci zaczęły korzystać z porad logopedy?”. Odpowiedzi jest wiele- w zasadzie to ile matek, tyle odpowiedzi. Jedna czeka, aż w przedszkolu zasugerują zajęcia, druga nie czeka, jeszcze inna wychodzi z założenia, że dziecko jest jeszcze małe i ma czas nauczyć się poprawnej wymowy.

Temat logopedy nie jest nam obcy. Od pół roku regularnie, raz w tygodniu Julka chodzi na zajęcia.

Dlaczego? Bo sama instynktownie poczułam, że może jej to pomóc. Nikt nam nie kazał, nie sugerował. Po prostu obserwowałam moje dziecko, które mówiło dużo i dość zrozumiale, ale zauważyłam że ma problem z wymawianiem „k”. Zamiast „chlebek” mówiła „chlebet”, zamiast „kurczak” był „turczak” itd. Mówili, że jest jeszcze mała- dopiero 3,5 roku, ma czas. Ale mi przypominały się zajęcia z logopedii i metodyki nauczania, w których nie raz poruszaliśmy problemy wymowy u dzieciaków. Stwierdziłam- pójdziemy, zobaczymy co powie.

Tak trafiłyśmy do p. Andrzeja Płachety- emerytowanego logopedy, który ze stoickim spokojem i serdecznością dziadka prawie pół godziny próbował zdiagnozować Julkę. Moje przeczucie mnie nie myliło- stwierdził kappacyzm.

Czym jest kappacyzm? – najprościej mówiąc to wada wymowy polegająca na nieprawidłowej artykulacji głoski „k”. I tak jak w przypadku Julki, przy odmianie kappacyzmu, którą jest parakappacyzm dziecko zamienia głoskę „k” na „t”. Przyczyną takiego zastępowania jest słaba sprawność ruchowa języka i nieprawidłowa praca jego tylnej części. Logopeda zalecił i ćwiczenia w domu, i zajęcia u niego. Ponieważ Julka była jeszcze mała i wada została szybko zdiagnozowana wystarczyło 1 spotkanie w tygodniu.

Zapytacie jak wygląda takie spotkanie? Każde zajęcia zaczynają się masażu okolic ust, celem pobudzenia mięśni żuchwy do pracy. Dodatkowo przy pomocy szpatułki przytrzymujemy Julci język na dnie jamy ustanej i ćwiczymy kolejno: ta, te, to, tu, etc. I tak kolejno po sobie następne serie głosek.

Jakie ćwiczenia warto wykonywać w domu? Żadne skomplikowane. Okazuje się, że ćwiczenia można realizować przy codziennych zajęciach- pić  gęste płyny przez dużą i cienką słomkę, naśladować ssanie cukierka, głośno ziewać, przenosić przy pomocy słomki papierki z jednej kupki na drugą, gulgotać podczas płukania ust, bawić się w robienie kociego grzbietu. To nie tylko ćwiczenia wspomagające mowę dziecka, to także świetna zabawa przy której nie raz mamy kupę śmiechu 🙂

Czy widzę efekty? Tak, i nie tylko ja je widzę. Julka coraz wyraźniej mówi i udaje się jej wypowiedzieć „k”. Zajęcia nie są dla niej żadną formą kary, wprost przeciwnie chętnie chodzi, bo zawsze po wizycie dostaje smakową gumę do żucia 🙂 Dzisiaj już bardzo ładnie mówimy „a wiesz mamo..”, zamiast „a wies mamo”.

Kiedy iść do logopedy- jak tylko poczujecie, zauważycie, że coś jest nie tak. Nie czekajcie, aż w przedszkolu Was skierują na zajęcia. Zrobią tak jak będzie dziecko miało 5-6 lat i za chwilę będzie czas na pójście do szkoły. Taki niestety mamy system. Oczywiście my na zajęcia chodzimy prywatnie, więc zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką możliwość, ale jeśli tylko macie i możecie to radzę skorzystać z pomocy fachowca. Chociażby dla spokoju własnego sumienia, żeby potem nie obudzić się z poczuciem „mogłam interweniować wcześniej”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *