Zdecydowałam- nie zabieram – o tym jak mama Ewelina została dawcą narządów

Może to wywołuje kontrowersje, dla wielu niekatolickie, ale dla mnie to po prostu ludzki odruch- oddam to, co może przyda się innym. Takie mam zdanie.
I chociaż rodzina krzywo się na mnie patrzy, to jednak coraz częściej spotykam się ze słowami uznania. Do decyzji zostania dawcą dojrzewałam, nie podpisałam zgody z dnia na dzień. Chciałam sobie to wszystko najpierw ułożyć w głowie, bo często słyszałam opinie: „takich przy wypadkach nie ratują”, ale nie przeraża mnie to- wierzę w profesjonalizm lekarzy i ratowników. Zarejestrowałam się, odpisałam oświadczenie woli, noszę kartę przy sobie, powiadomiłam rodzinę.

Kiedy pytają mnie dlaczego zdecydowałam się być dawcą odpowiadam: po śmierci nic mi się nie przyda, komuś pomoże, a może kiedyś to ja albo ktoś mi bliski będzie biorcą? Przecież w życiu równie się układa. Mam też cichą nadzieję, że jeśli tak się stanie to moja córka będzie ze mnie dumna. Nie chcę być dla nikogo ciężarem i obowiązkiem, nie chcę, żeby mąż i córka byli „skazani” na opiekę nade mną. Dlatego też jeśli mogę wybieram spokój dla swojej duszy i mojej rodziny. A kto wie, może któregoś dnia moje serce zabije w ciele innego człowieka? Może uratuję życie czyjejś matce i żonie? Ja już zdecydowałam- nie zabieram. A wy macie takie przemyślenia? Czy ktoś z Was, tak jak ja, nosi oświadczenie woli?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *